| Szczyt w pobliżu Refuge Gramusset |
| Wpisany przez o. Remigiusz Recław SJ |
Wyjechaliśmy z Paryża o godz. 4 rano. Do miejscowości Le Reposoir dojechaliśmy o godz. 10.30. Przed wyjściem w góry jeszcze standardowe czynności: zakupienie jedzenia, wypożyczenie sprzętu, ciepłe picie w barze... i o godz. 11.30 byliśmy już na parkingu La Lanche (1091 m. n.p.m.), gdzie zostawiliśmy samochód. Wyruszamy w drogę. Pogoda jest super. Trasa była bardzo spokojna. Franck jako jedyny w grupie robi ją po raz kolejny w życiu. Natomiast Didier, bez wątpliwości najsilniejsza osoba w naszej ekipie, na początku nie chciał jechać w tę trasę, uznając ją za zbyt łatwą. Ostatecznie został przekonany przez Francka, że wcale tak łatwo nie będzie. Po wyprawie powiedziałem do Didier, że miałem wrażenie, iż podczas zjazdów na nartach, dosyć często się wywracał. Przyznał, że rzeczywiście, wyjątkowo często.Szczyt w pobliżu Refuge Gramusset (2477 m n.p.m.) Uczestnicy: przewodnik - Franck Chaigneau SJ, Didier Caudoux (nauczyciel z Francji), Barnabas Jakabos SJ (jezuita z Węgier) i ja. 3 - 4 luty 2007 r. Na początku szliśmy dobrze wydeptanym szlakiem. Didier i Franck na nartach, Barnabas i ja w rakietach śnieżnych. Trasa była bardzo łatwa przez prawie dwie godziny, do czasu, gdy zboczyliśmy ze szlaku, aby dalej wchodzić "szlakiem zimowym". Wówczas robiło się coraz stromiej. Śnieg był na przemian bardzo puszysty i głęboki a za chwilę zlodowaciały i śliski. Rakiety i narty zaczęły się ślizgać. Uważaliśmy, jak stawiamy każdy krok. Jako pierwszy podjąłem decyzję, aby zmienić rakiety śnieżne na kolce. Dzięki temu na zlodowaciałych częściach czułem się bezpieczniej. Mankamentem było to, że co chwilę zapadałem kolanami w śnieg. Ale lepsze to, niż ryzykować upadek. Po pięciu minutach, gdy Barnabas wywrócił się gubiąc rakietę śnieżną, zarówno on, jak i Franck też uznali, że trzeba ubrać kolce. Jedynie Didier, bardzo dobry narciarz, kontynuował trasę na nartach podklejonych specjalnym materiałem przeciwślizgowym i wyposażonych w noże wbijające się w śnieg. Ok. godz. 16.stanęliśmy przed olbrzymią przełęczą. Było rzeczywiście stromo. (W drodze powrotnej zrobiłem jej zdjęcie, które widzimy poniżej). Był to moment przełomowy także dla Didier. On również podjął decyzję, ze dalej można wchodzić tylko w kolcach. Na zdjęciu widać Didier, który na stromym stoku przebiera narty na kolce. Widać też ślady na śniegu, które nie pozwalały mu wchodzić, bo narty za bardzo się ślizgały. ![]() ![]() ![]() Końcówka była wyjątkowo stroma. Didier towarzyszył Barnabie, który w naszej ekipie był najmniej doświadczony. Dzięki temu trochę ich wyprzedziłem i zrobiłem zdjęcie, jak wchodzą do góry. Na tym stromym podejściu Barnabie wypięły się kolce z jednego buta. Musiał je trochę źle przymocować. Mój współbrat był naprawdę przerażony, ale Didier zachował całkowity spokój. Widać było, że jest profesjonalistą. Podszedł do Barnaby, wbił się mocno w śnieg i przymocował na nowo kolce do buta (widać to na zdjęciu). Gdy weszliśmy już na górę, Barnabas powiedział "Dziękuję za ocalenie życia". :) Ale to nie było aż tak straszne...
![]() ![]() ![]() ![]() Przed nami ostatnia prosta do schroniska. Musieliśmy się trochę spieszyć, bo słońce już zachodziło. Widoki były przepiękne. Z każdą minutą, dzięki zachodzącemu słońcu, krajobraz wyglądał trochę inaczej. Przed godz. 18 doszliśmy w końcu do schroniska Refuge Gramusset na wysokości 2164 m. n.p.m. ![]() ![]() ![]() ![]() W schronisku byliśmy sami. Na początku były problemy z piecykiem, z którego dym nie wychodził na zewnątrz, ale wlatywał do pomieszczenia (w którym jedliśmy i spaliśmy). W końcu udało się nam opanować sytuację, ale podjęliśmy decyzję, że przed pójściem spać gasimy piec, aby przypadkiem nas nie zaczadziło. W schornisku zapadła decyzja, co robimy kolejnego dnia. Franck miał kilka propozycji, które uzależniał od tego, jaki będzie śnieg. Najpoważniejszą propozycją było wejście na Point Percée (2750 m. n.p.m.), który znajdował się najbliżej schroniska. W trzystopniowej skali trudności, wejście na ten szczyt określane jest jako najtrudniejsze. Jednak Franck uznał, że nie damy rady na niego wejść, ponieważ jest za mało śniegu, a nie mieliśmy sprzętu, aby się wbijać w skały. Wybraliśmy zatem inny szczyt, który był troszkę dalej od schroniska, a którego trudność jest określana na "dosyć trudny". I trzeba przyznać, że tak było, zwłaszcza przed samym szczytem. Poniższe zdjęcia przedstawiają: na pierwszym jest widoczny szczyt (zaznaczony czerwoną kropką); następnie dwa zdjęcia, które obrazują, jak wyglądała droga, którą wchodziliśmy (w oddali jest widoczny Franck); i wreszcie czwarte zdjęcie pokazuje samo wejście na szczyt, które było bardzo strome. ![]() ![]() ![]() ![]() Widoki ze szczytu były nieprawdopodobne. Pod nami morze z chmur. A przed nami śliczny widok na Mont Blanc (zaznaczony czerwoną kropką). Odległość między nami a Mont Blanc wynosiła 30 km. Aby to lepiej zobaczyć, umieszczam także zdjęcie satelitarne, które pokazuje całą mapę terenu z innej perspektywy. Pod chmurami przebiega autostrada. Jest tam też wiele miejscowości. ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() Bardzo ciekawe są dwa zdjęcia, które widzimy powyżej. Na pierwszym widać osobę, która idzie po szczycie góry. Ta osoba jest niżej od nas o przynajmniej pół kilometra. Na drugim zdjęciu widać jakiś rajd balonowy, który też jest niecodziennym widokiem. Franck dał propozycję, aby na szczycie odprawić niedzielną Mszę św. Miejsce było super, ale dwa argumenty były temu przeciwne. Było tam bardzo mało miejsca, a po drugie trochę wiało. Zdecydowaliśmy odprawić Mszę świętą trochę niżej. Przed nami było zejście. Znowu bardzo stromo. Musieliśmy być ostrożni. Poniższe zdjęcia pokazują jak schodziliśmy: Didier i Franck na nartach, Barnabas i ja w kolcach. Na czwartym zdjęciu zakreśliłem na czerwono naszych dwóch narciarzy, abyśmy mogli zobaczyć, z jakiego stoku przyszło im zjeżdżać. To było naprawdę trudne. ![]() ![]() ![]() ![]() Na zdjęciu poniżej widzimy Francka, który tym razem tak się wywalił na nartach, że trochę pokoziołkował. W tym momencie podjął decyzję, że dalej schodzi już w kolcach. Na koniec, przy schronisku Somier d'Amont (1420 m. n.p.m.) odprawiliśmy niedzielną Msze św. ![]() ![]() Strona Autora www.remi.kezuici.pl
Set as favorite
Email This
Hits: 1497 Komentarze (0)
![]() Napisz Komentarz
|

Wyjechaliśmy z Paryża o godz. 4 rano. Do miejscowości Le Reposoir dojechaliśmy o godz. 10.30. Przed wyjściem w góry jeszcze standardowe czynności: zakupienie jedzenia, wypożyczenie sprzętu, ciepłe picie w barze... i o godz. 11.30 byliśmy już na parkingu La Lanche (1091 m. n.p.m.), gdzie zostawiliśmy samochód. Wyruszamy w drogę. Pogoda jest super. Trasa była bardzo spokojna. Franck jako jedyny w grupie robi ją po raz kolejny w życiu. Natomiast Didier, bez wątpliwości najsilniejsza osoba w naszej ekipie, na początku nie chciał jechać w tę trasę, uznając ją za zbyt łatwą. Ostatecznie został przekonany przez Francka, że wcale tak łatwo nie będzie. Po wyprawie powiedziałem do Didier, że miałem wrażenie, iż podczas zjazdów na nartach, dosyć często się wywracał. Przyznał, że rzeczywiście, wyjątkowo często.
































