g�ry
 
 
wtorek, 07 Lut 2012
 
 
Obce - z innych serwisów
"Pięć dni wokół Śnieżki" - wyprawa w Karkonosze
Wpisany przez Anna Podsiadło   
Tak się złożyło, że moja zaprzyjaźniona grupa turystów akurat w tę sobotę miała wycieczkę w Karkonosze i postanowiłam od tej wycieczki rozpocząć moją pięciodniową miniwyrypę. Dzień nie zaczął się dla mnie najlepiej, od rana dopadło mnie jakieś koszmarne zatrucie pokarmowe i nie uśmiechała mi się długa wędrówka tego dnia. Na szczęście po tabletce trochę mi się poprawiło.
 
Czarna owieczka
Wpisany przez Tomasz Niedermaier   
Trudno nieraz rzeczy ubrać w słowa. Jeszcze trudniej pisać o niepowodzeniu, własnej słabości i prostych błędach w konsekwencji których, podjęty plan spełza na niczym. No, prawie na niczym, gdyż bagaż wyniesionych doświadczeń jest nieoceniony.
 
Babskie taterkowanie, czyli lutowy wyjazd w Tatry...
Wpisany przez Joanna Stokowiec   
Był styczeń 2009… zaczynała się sesja zimowa, chyba najtrudniejsza w moim dotychczasowym dorobku- maraton sześciu egzaminów w ciągu 5 dni. Jedynym sposobem na to, żeby przetrwać, było obiecanie sobie czegoś miłego w zamian… A o czym marzą tygryski najbardziej? No, rzecz jasna- GÓRKI! Góry jak zwykle dobre na wszystko i o każdej porze roku. Chwila zastanowienia, dwa telefony do niezawodnych partnerów i oto jest - plan mojej pierwszej zimowej wyprawy powyżej 1500m n.p.m.
 
Piramida Carstensz zdobyta
Wpisany przez Robert Rozmus   
W końcu dotarłem do cywilizacji i mogę napisać kilka slow o udanym wejściu na Carstensz. Z tego co wiem jest to 8 9 i 10 polskie wejście. I Annapurna Klub brakuje Mount Vinson do Korony Ziemi. Jako jedyni w Polsce zamierzamy oferować Koronę regularnie Wiec od początku. Dolecieliśmy szczęśliwie na Papue. I stamtąd mieliśmy polecieć misyjna linia lotnicza do beogi jak to było planowane. Ze względu na to ze trwały tam walki plemienne zmieniliśmy plany i za rada misjonarzy polecieliśmy do Sugapy gdzie miał być pokój i nie buntujący się tragarze. Po wylądowaniu zobaczywszy nagich ludzi lub prawie nagich i bardzo oryginalnie wystrojonych wszyscy rzucili sie do robienia zdjęć. Oni rzucili sie na nas i powiedzieli ze żadnego tragarza nie będzie. Po 2 godzinach przeprosin zgodzili się jednak pójść.
 
Szczyt w pobliżu Refuge Gramusset
Wpisany przez o. Remigiusz Recław SJ   
Wyjechaliśmy z Paryża o godz. 4 rano. Do miejscowości Le Reposoir dojechaliśmy o godz. 10.30. Przed wyjściem w góry jeszcze standardowe czynności: zakupienie jedzenia, wypożyczenie sprzętu, ciepłe picie w barze... i o godz. 11.30 byliśmy już na parkingu La Lanche (1091 m. n.p.m.), gdzie zostawiliśmy samochód. Wyruszamy w drogę. Pogoda jest super. Trasa była bardzo spokojna. Franck jako jedyny w grupie robi ją po raz kolejny w życiu. Natomiast Didier, bez wątpliwości najsilniejsza osoba w naszej ekipie, na początku nie chciał jechać w tę trasę, uznając ją za zbyt łatwą. Ostatecznie został przekonany przez Francka, że wcale tak łatwo nie będzie. Po wyprawie powiedziałem do Didier, że miałem wrażenie, iż podczas zjazdów na nartach, dosyć często się wywracał. Przyznał, że rzeczywiście, wyjątkowo często.
 
Tête de Bostan
Wpisany przez o. Remigiusz Recław SJ   
Wyjechaliśmy z Paryża rano w sobotę 9 grudnia. Pogoda była okropna, deszcz i wiatr. Dzień wcześniej w Paryżu była wichura, która spowodowała bardzo dużo zniszczeń, jedna osoba zginęła. Prognoza pogody dla gór była następująca: w sobotę deszcz, a powyżej 1000 m n.p.m. - śnieg, do tego wiatr i mgły. W niedzielę deszczowo, ale chmury będą poniżej 1400 m. n.p.m. Franck wymyślił, że możemy wejść w sobotę na wysokość 1700 m. i tam przenocować. Kolejnego dnia będziemy nad chmurami i pogoda powinna być dobra. Plan był taki, że jeśli okaże się, że pogoda jest nieznośna, to wracamy, a jeśli będzie ładnie - atakujemy szczyt.
 
HiMountain Elbrus Winter Expedition 2009
Wpisany przez Aleksandra Dzik   
Licznie odwiedzany i pogardliwie nazywany "górą dla leszczy", nawet w sezonie letnim potrafi pokazać pazury. Najbardziej jednak o należnym sobie szacunku przypomina zimą... Relacja z wyprawy autorstwa Oli Dzik. Wejście na tę samą górę latem i zimą – jak ma się jedno do drugiego? Chyba można by to ująć tak: zimą czasem wyjście z namiotu za potrzebą jest większym wyczynem niż latem wejście na szczyt. I tak chyba jest z Elbrusem.
 
Mont Buet
Wpisany przez o. Remigiusz Recław SJ   
Mieliśmy wielkie pragnienie przeżyć uroczystość Wszystkich Świętych w górach, polecając Bogu tych, dla których góry pozostaną na zawsze także cmentarzem. Niestety, warunki klimatyczne przymusiły nas do tego, aby zrealizować nasze plany dzień wcześniej. Prognoza pogody informowała, że deszcz, chmury i silny wiatr rozpoczną się popołudniu 30 października. A 1 listopada - śnieg, śnieg i jeszcze raz śnieg. Wyruszyliśmy z parkingu o godz. 8.30. Naszym celem było dotrzeć na szczyt najpóźniej o godz. 14. Urokiem tego szczytu jest przepiękny widok na najwyższe szczyty Masywu Mont Blanc. Jednak, aby go zobaczyć nie może być chmur. Tymczasem prognoza na popołudnie mówi o chmurach i deszczu. Nasz przewodnik rejestrował trasę na GPSie, na wypadek gdyby dopadły nas na szczycie chmury z deszczem i mielibyśmy mieć trudności ze schodzeniem po szlaku.
 
Msza Święta na Mont Blanc
Wpisany przez o. Remigiusz Recław SJ   
Wyjechaliśmy z Paryża (wysokość 33 m n.p.m.) 9 września o godz. 6.30. Przejechaliśmy samochodem 600 km, aby o godz. 12.30 dojechać do miejscowości Fayet. Kilka kilometrów przed tą miejscowością, na parkingu przy autostradzie, jest punkt widokowy na Mont Blanc. Pierwsze zdjęcie przedstawia widok, który mieliśmy na tym parkingu. Zaznaczyłem na zdjęciu miejsca przez które przechodziliśmy. W Fayet zostawiliśmy samochód, wypożyczyliśmy sprzęt alpinistyczny, zjedliśmy obiad i wzięliśmy kolejkę, która ma stację docelową na wysokości 2415 m n.p.m. (Refuge de Nid D'Aigle). Z kolejki korzysta wielu turystów, ponieważ jej trasa przebiega w taki sposób, że można wyraźnie zobaczyć szczyt Mont Blanc (jeśli tylko nie ma chmur). Zdjęcie czwarte przedstawia taki widok.
 
Masyw Mont Blanc
Wpisany przez o. Remigiusz Recław SJ   
Ponieważ nasz trasa była z przygodami, postanowiłem opisać ją w skrócie. Z Paryża wyjechaliśmy 25 maja o godz. 23. Pokonaliśmy trasę 650 km, prowadząc samochód całą noc na przemian: jeden śpi, a drugi prowadzi. Rano, ok. godz.8.00 byliśmy na miejscu. W wypożyczalni sprzętu zastała mnie niemiła informacja, otóż moje buty nie nadawały się, aby do nich przypiąć raki. A zatem musiałem buty wypożyczyć, innymi słowy - odciski murowane. Ale nie była wyjścia.
 
"Sposób na ośmiotysięcznik"
Wpisany przez Zbyszek Bąk   
Jesteś nienormalny, po co ci to? - słowa powtarzające się niczym echo ciągle świdrują mi myśli w głowie, słowa, które ciągle słyszę od swojej rodziny, przyjaciół, znajomych, gdy tylko obwieszczam im projekt nowej wyprawy w góry. Dlaczego? Po co? Na co? Słowa, które słyszą też i moi koledzy i koleżanki z branży. Wiszę teraz na uprzęży i jumarze (przyrząd asekuracyjny) wpiętym w linę na północnej ścianie tzw. Eigeru pod Dhaulagiri (8167 m n.p.m.) – siódmej co do wielkości górze świata, a jednej z 14 ośmiotysięczników, przyczepiony do skały niczym glonojad do szyby w akwarium i zastanawiam się, czy aby oni wszyscy nie mają racji…
 
<< pierwsza < poprzednia 1 2 3 następna > ostatnia >>

Strona 3 z 3
 
| góry | Teatr Cigacice | Karate Kontra |