g�ry
 
 
środa, 22 Lut 2012
 
 
Relacja z Przejścia dookoła Kotliny Jeleniogórskiej
Wpisany przez Roberto   
Ruszasz. Od tej chwili blask setek czołówek będzie Ci towarzyszył aż do Przełęczy Okraj, gdzie ustanowiony został pierwszy punkt kontrolny. To z pewnością niezapomniane chwile, gdy idąc nocą granią Karkonoszy, obracasz się i widzisz świecący sznur latarek rozciągnięty na długości kilku kilometrów. W oddali dostrzegasz światła miast i wsi Kotliny Jeleniogórskiej, a nad głową blask gwiazd i księżyca. Pogoda dopisuje. Jedynie w okolicach Domu Śląskiego zrywa się wiatr, przyciągając mgłę i pojedyncze chmury, byś mógł przez chwilę zatopić się w tych ulatujących smugach i poczuć na twarzy pojawiający się nagle mróz.

Wchodzisz do jednego z "talerzy" na Śnieżce, częstujesz się gorącą herbatą i kawą, zmieniasz skarpety, odpoczywasz, rozmawiasz z innymi uczestnikami marszu. Czas ruszać w dalszą drogę szlakiem grzbietowym. Zejście ze Skalnego Stołu strasznie się dłuży, nogi zapadają w błotnistej mazi, a kolana – przy schodzeniu w kierunku Przełęczy Okraj – dają znać, że to najwyższy czas, byś pomyślał o odpoczynku. Meldujesz się w punkcie kontrolnym i szybkim krokiem udajesz do schroniska na herbatę.

Na Przełęczy Kowarskiej wyłączasz czołówkę i ze świeżą energią budzącego się poranka pędzisz szlakami Rudaw Janowickich. Pod szczytem Wołka zaliczasz drugi punkt kontrolny, dostarczasz też organizmowi energii jedząc bułki i batony, spotykasz znajomych z forum npm i od tej pory, będąc raz na początku, innym razem na końcu grupy, podążasz przed siebie zostawiając w tyle Zamek Bolczów. W Janowicach Wielkich, przed pierwszym spotkanym sklepem, widzisz tłumy – każdy chce coś kupić coś innego: wodę, jogurt, batona, piwo; każdy chce też choć na chwilę usiąść i – opierając się o rozgrzaną słońcem ścianę – odpocząć, sprawdzić stan stóp, wymienić wrażenia. Ta piknikowa atmosfera sprawia, że dla niektórych to miejsce okaże się ostatnim punktem tegorocznego marszu.

Ruszasz w dalszą podróż, przed Tobą ostre podejście na Różankę, a na jej szczycie – czeka już obiecany od wczoraj obiad, makaron z dodatkami i herbata. Rozległa łąka, rozgrzana wrześniowym słońcem to kolejne miejsce, kuszące Ciebie i innych, by pozostać tu dłużej, a może nawet jeszcze dłużej… Mijasz rząd śpiących w śpiworach ludzi i wykorzystując przypływ nowych sił zdobywasz kolejne szczyty Gór Kaczawskich. Na trasie okazuje się, że zapomniałeś wziąć butelki wody spod sklepu w Janowicach. Na szczęście towarzysze wędrówki mają mały zapas, więc z pragnienia nie umrzesz – brak wody jest jednak, w to piękne, ciepłe, sobotnie popołudnie, bardzo odczuwalny. Docierasz na Przełęcz Komarnicką i ze świecącymi z radości oczami dobierasz się do kanistra z napojem izotonicznym – to chyba najlepsza nagroda za pokonanie kolejnego odcinka trasy. Pierwsze sygnały, że coś jest nie tak, docierają do Twojego umysłu w Chrośnicy. Bolące kolana wymieniają się intensywnością bólu ze stopami, w lesie zamiast drzew widzisz znaki drogowe, a każda migocząca w oddali czołówka to – według Ciebie – światła hangaru Szybowcowej… Niestety, do tego miejsca jeszcze kawałek, a idąc coraz wolniej masz wrażenie, że każdy odczuwany ból mnożony jest razy dwa…W końcu jest – oświetlona, jasna, rozświetlająca mroki ciemnego lasu, niosąca nadzieję, Góra Szybowcowa. Siadasz przy punkcie kontrolnym i – może w pół, może w pełni świadomie – podejmujesz decyzję o zakończeniu wędrówki.

Dziękujesz Kasi, Pawłowi "Leuthenowi", Krzyśkowi "Laziemu", Adamusowi i Piotrowi "Goprowcowi", i z bólem serca – zostawiając w tyle Górę Szybowcową, wszystkie wysiłki, trudy i nadzieje – odjeżdżasz (z Leuthenem) samochodem w stronę Jeleniej Góry. To już koniec, lecz nie wszystko stracone – za rok, we wrześniu 2011 r., kolejne Przejście… Ściągając z obolałych stóp ciężkie buty obiecujesz sobie, że przygotowania do tego wydarzenia zaczniesz już jutro!



 

Komentarze (1)Add Comment
0
...
Napisane przez aaa, styczeń 05, 2012
aaa. lol wtf omg

Napisz Komentarz
smaller | bigger

busy
 
 
| góry | Teatr Cigacice | Karate Kontra |