| Piramida Carstensz zdobyta |
| Wpisany przez Robert Rozmus |
W końcu dotarłem do cywilizacji i mogę napisać kilka slow o udanym wejściu na Carstensz. Z tego co wiem jest to 8 9 i 10 polskie wejście. I Annapurna Klub brakuje Mount Vinson do Korony Ziemi. Jako jedyni w Polsce zamierzamy oferować Koronę regularnie Wiec od początku. Dolecieliśmy szczęśliwie na Papue. I stamtąd mieliśmy polecieć misyjna linia lotnicza do beogi jak to było planowane. Ze względu na to ze trwały tam walki plemienne zmieniliśmy plany i za rada misjonarzy polecieliśmy do Sugapy gdzie miał być pokój i nie buntujący się tragarze. Po wylądowaniu zobaczywszy nagich ludzi lub prawie nagich i bardzo oryginalnie wystrojonych wszyscy rzucili sie do robienia zdjęć. Oni rzucili sie na nas i powiedzieli ze żadnego tragarza nie będzie. Po 2 godzinach przeprosin zgodzili się jednak pójść.W ciagu jednego dnia mieliśmy dojść do Pugapy, zajęło nam to jednak 3 dni. I mimo tego ze zamiast przedzierać się przez dżungle szliśmy niby ścieżką miedzy wioskami to lekko nie było. Po dotarciu do Pugapy dotychczasowi tragarze uciekli. Okazało się ze trwają wszędzie wojny plemienne i ze zginęło ostatniej nocy 5 osób. I ze nikt z nami nigdzie nie pójdzie bo jak zostawia wioskę bez ochrony to wioska zginie. Dosyć załamani ta sytuacja czekaliśmy. W końcu doszliśmy do wniosku ze trzeba się wrócić do miejsca gdzie wylądowaliśmy, żeby spróbować pierwotna droga. Okazało się ze powrót tez nie jest możliwy, bo tam tez wybuchły walki. Zostaliśmy odcięci.
W końcu tragarze zgodzili się pójść z nami do kopalni złota Grassberg. Która znajduje się co prawda pod nasza gorą, ale nie wydaje zgody na wejście na swoj teren. Grassberg- najbogatsza i największa na świecie kopalnia złota i miedzi. Nie wpuszcza z zasady wspinaczy na swój teren bo po pierwsze dużo bardziej opłaca im się kopanie złota, a po drugie nie chce aby w gazetach okazywały się zdjęcia katastrofy ekologicznej która ma tam miejsce. My jednak nie mieliśmy wyjścia, a po drugie liczyliśmy na to ze uda się nam znaleźć przejście przed koplania do bazy. Po 4 dniach wędrówki w deszczu i bagnie naszym oczom okazała się droga jezdna. A wiec jednak kopalnia. Proby szukania skrótu nie udały się. Ochrona zapewne wywali nas skąd przyszliśmy. Zdarzył się jednak cud. Ochrona za wcale niemała opłatę przemyciła nas w miejsce gdzie lądują helikoptery pod Carstenszem, tzw. Zebra Wall. Udało się. Docieramy do bazy Kolejnej nocy od razu decydujemy się na wejście szczytowe. Cala droga ubezpieczona jest poręczówkami, ale tez cały czas trzeba się wspinać. Trudności głownie 3i4. Miejsca piątkowe. W końcu docieramy do najtrudniejszego miejsca na trasie uskoku grani o wycenie siódmkowej. W tej chwili jednak miejsce to omija się 20m mostem linowym którego pokonanie dostarcza wielu osobom ogromnych trudności. Jeszcze kilka trudnych i eksponowanych miejsc na grani i w pięknej pogodzie stajemy na szczycie gdzie spędzamy około godziny czasu. Powrót zjazdami. Szczyt zdobyty ale co dalej. Nie mam tragarzy i bardzo boimy sie zejscia do Beogi ciezkimi bagazami przez bardzo stroma dzungle. Decydujemy sie na dosyc desperacki krok proby przejscia przez kopalnie. Wchodzimy na jej teren przez 1,5 godziny marszu nikt nas nie zatrzymuje. Wkolo jezdza najwieksze na swiecie ciezarowki, krajobraz ksiezycowy. W koncu dochodzimy do biur i jakims cudem lapiemy autobus z robotnikami na dol. On jednak reflektuje sie i wzywa ochrone. Nie pomagaja prosby i blagania. Z powrotem pod Zebra Wall. Probujemy dzwonic do kierownictwa. Odpowiedz jest jedna. Wracac przez dzungle. Dodatkowym problemem jest to ze bylismy przygotowani na duzo krotsza trase, wiec skonczylo sie nam jedznie wiec tym bardziej nie mamy jak wrocic pieszo. Wladze kopalni zdecydowanie odmawiaja przejscia przez swoj teren. Prosmy o pomoc Ambasade Polska, ktora obiecuje naciskac firme Freeport. Po 3 dniach bez jedzenia stwierdzamy ze moze poinformowanie prasy o naszej sytuacji cos pomoze, nie mozemy sie jednak dogadac co do tresci depeszy. Po 3 dniach kopalnia przysyla lekarza i racje zywnosciowe dla pracownikow. Tak wiec z glodu juz nie umrzemy, wiec mowia teraz mozecie wracac. My jednak tkwimy nadal. Po 5 dniach dzwonimy do polskiej ambasady i dowiadujemy sie ze dostalismy zgode od dyrekcji firmy matki w Luizjanie. Miejscowe wladze nadal odmawiaja. Probujemy wyslac helikopter, ale wladze kopalni odmawiaja zgody na przelot. Sytuacja robi sie bardzo napieta. Postanawiamy wejsc na teren kopalni i manifestowac. Po jakims czasie przyjezdza szef ochrony i mowi ze zostaniemy zwiezieni na dol. Co udaje sie osmego dnia pobytu. Przez sama kopalnie musimy pokonac okolo 160 km, w tym czesc samochodami, czesc kolejka linowa. W koncu docieramy do hotelu Sheraton w Timice i tak powoli konczy sie wyprawa. Specjalnie podziekowania: Petr Jahoda, Tomek Kobielski, Ambasada Polska w Jakarcie. Źródło: Annapurna Klub
Set as favorite
Email This
Hits: 1108 Komentarze (0)
![]() Napisz Komentarz
|

W końcu dotarłem do cywilizacji i mogę napisać kilka slow o udanym wejściu na Carstensz. Z tego co wiem jest to 8 9 i 10 polskie wejście. I Annapurna Klub brakuje Mount Vinson do Korony Ziemi. Jako jedyni w Polsce zamierzamy oferować Koronę regularnie Wiec od początku. Dolecieliśmy szczęśliwie na Papue. I stamtąd mieliśmy polecieć misyjna linia lotnicza do beogi jak to było planowane. Ze względu na to ze trwały tam walki plemienne zmieniliśmy plany i za rada misjonarzy polecieliśmy do Sugapy gdzie miał być pokój i nie buntujący się tragarze. Po wylądowaniu zobaczywszy nagich ludzi lub prawie nagich i bardzo oryginalnie wystrojonych wszyscy rzucili sie do robienia zdjęć. Oni rzucili sie na nas i powiedzieli ze żadnego tragarza nie będzie. Po 2 godzinach przeprosin zgodzili się jednak pójść.





