g�ry
 
 
wtorek, 07 Lut 2012
 
 
Nasza emigracyjna wspinaczka...
Wpisany przez Piotr   
Nasza przygoda ze wspinaczką zaczęła się jak każda inna prosta historia. Po prostu nie miałem pojęcia co chce w życiu robić po studiach a moja dziewczyna obecnie żona Justyna miała wizje wyjazdu na Wyspy i pracy wolontariatu w outdoorowym ośrodku.

Najpierw trafiliśmy do Południowej Walii i tam zostaliśmy rzuceni dosyć szybko na ‘lodowatą i głęboką wodę’. Nasza praca wymagała radzenia sobie z linami, uprzężami, kaskami, węzłami i trzeba było to wszystko ogarnąć a że ja z tych, co muszą razy wiele przerobić i doświadczyć wiec ambitnie do tego podszedłem i pierwszy z samego rana na wieżyczce wspinaczkowej siedziałem przed innymi instruktorami aby stanowiska pozakładać. A jaki piękny wschód słońca :)

Niedługo potem na prawdziwe skały się przeprowadziliśmy i pokochałem klimat bo to klify nad samym morzem były i fale tłuką o skały i ptaki coś opowiadają a ja tego prawie nie słyszę na początku bo takich miejsce to w życiu nie widziałem a zjazdów i wspinów na skale to może w filmie gdzieś widziałem. Co się bałem to moje momentami, ale satysfakcja i widoki na szczycie … bezcenne. Mieliśmy szczęście do doświadczonego i klimatycznego instruktora i tyle co nas nauczył o stanowiskach linach prowadzeniu to w żadnym innym ośrodku do którego później trafiliśmy nie było takiego podejścia i takiej finezji.

Liznęliśmy także trochę wspinaczki w północnej Walii i Szkocji ale tyle co wspinaczki poznaliśmy na girtstone w Yorkshire to nasze. Tam są rozsiane skały gdzie tylko zapragniesz, gdzieś w polu, w jakimś lasku ukryte, gdzieś przy rezerwuarze, tuż przy drodze albo całe kilku hektarowe poletko skałami pokryte jak Brimhan Rocks – to dar od Boga czy cud natury po prostu.

Ja zacząłem się bawić na wysokościach w wieku 27 lat i świetnie, że tak się stało, ale angielskie dzieci już w szkole podstawowej muszą wyjeżdżać na obozy integracyjno outdoorowe. Bardzo często próbują wspinaczki, zjazdów itp. już w wieku 10 lat. Różnie to potem się rozwija oczywiście ale charakter się buduje :)

Wiele się mówi i słyszy o wspinaczce na Wyspach – istnieje wiele organizacji i klubów wspinaczkowych, pism wspinaczkowych, sklepów ze sprzętem literaturą i filmami, ścianek wspinaczkowych.
Możesz na jednej ściance lub w skale zobaczyć 3 pokolenia wspinaczy - to coś niesamowitego i pięknego. I ta ich ciężka praca = wspinanie się od kilku już pokoleń owocuje przekraczaniem niewyobrażalnych kiedyś trudności E11 a nawet E12 w ostatnich latach.




Przygody i historie i anegdoty z życiowej gabloty:

-początkowo nie mieliśmy auta, ale nasz instruktor z ośrodka miał transport i nas woził w trakcie szkolenia i w naszym czasie wolnym i śmigaliśmy na cliffy i git było aż to po paru miesiącach jakoś już nie wytrzymał i mówi ze może byśmy się zrzucili na transport od czasu do czasu… a nam kopary opadły bośmy myśleli jakimś dziwnym sposobem ze ośrodek płaci mu za benzynę i ze te wypady to wciąż szkolenie – ciekawostka Dropsa!

-w trakcie ambitnej jak dla mnie drogi VS w Almscliff moi angielscy współtowarzysze tudzież niewinni bulderzy mogli usłyszeć a później, dzięki wielu powtórkach, nauczyć się na pamięć jednego z ważniejszych słów języka polskiego i powtarzali potem kuba kuba :)
Mogli również zaobserwować ze polscy wspinacze są bardzo rozciągnięci i uparci wytrzymując pół godziny w pozycji szpagato podobnej tuż przy końcu drogi :)

-innym razem na jednej ciekawej drodze w Crookrise utknąłem na 45 minut ponoć, niektórzy mówili ze godzinę ale jak przezwyciężyłem strach lek panikę i dotarłem to … Boże jak ja się cieszyłem i krzyczałem i taki dumny byłem a moje ekipa zero zrozumienia tylko zjeby dostałem ze tak długo, bo głodni są :)

-wspinamy się kiedyś z takim Markiem Anglikiem i gadka w trakcie lunchu i Marku mowi że w ogóle to fajna bania ze cały czas tacy nakręceni jesteśmy na wspinaczkę i w ogóle i ze git jak się razem wspinamy tyle ze nie kuma czemu po całym dniu my na chatę się prosto zwijamy… Bo Anglicy to tak mają ze po wszystkim to do knajpki idą czy jadą na piwko coś przekąsić i pogadać o dniu całym przeżyciach i sukcesach. A my to zawsze takie zgony ze tylko aby do domu, coś zjeść i w kime bo do roboty nazajutrz.

Zachęcam do dzielenia się Waszymi wspinaczkowymi upadkami i wzlotami i komicznymi scenami na progórach – bo ‘wszystko co ludzkie nie jest nam obce’ a śmiech to zdrowie :)

below!!!!!

Piotrek

PS. Zapraszam do odwiedzenie Manchester Climbing Centre – ścianki wspinaczkowej mieszczącej się w niesamowitym, pięknym … kościele.


 

Komentarze (1)Add Comment
0
...
Napisane przez Beata, wrzesień 20, 2010
Witam Was.Fajna historyjka.Trochę Wam zazdroszczę,że już się wspinacie i dość długo już.Ja zamierzam zrobić dopiero kurs i ciężko mi jest się za to zabrać a to ze względu na jeszcze dość słaby angielski.Znalazłam Polaków w Londynie ale nie mieli ochoty mnie nauczyć wspinaczki.A może Wy moglibyście mi pomóc w tej kwestii?Pozdrawiam

Napisz Komentarz
smaller | bigger

busy
 
 
| góry | Teatr Cigacice | Karate Kontra |