g�ry
 
 
środa, 08 Wrz 2010
 
 
Fast & Light w Andach, Boliwia 2009
Wpisany przez Patryk Różecki   
Sorata, małe miasteczko u podnóża Andów, leży na wysokości 2600m. Z Plaza de Armas czyli "rynku" doskonale widać pokryte lodowcami giganty Illampu (6370m) i Ancohuma (6432m) ten drugi to cel naszej malej dwuosobowej wyprawy. Cel zastępczy bo Richard spadając by najmniej nie w jakimś przerażającym kominie lecz poprostu ze schodów, złamał palec. Długo planowany klasyczny wspin w granitach Cordillera Quimsa Cruz zamieniamy na góro łażenie. Dla mojego partnera jak i dla mnie będzie to bicie rekordu wysokości i wogóle chyba wszelkich naszych rekordów. Ładujemy więc zapasy na kilka dni, szpej i sprzęt biwakowy na muła i ruszamy w stronę Laguna Glacier gdzie stanie nasz mały obozik.


 
 

 

Różnicy wzniesień mamy do zrobienia około 2500m i choć czujemy się dość dobrze zaaklimatyzowani po wcześniejszej działalności górskiej w południowej części Kordyliery, rozkładamy sobie to podejście na dwa krótkie dni. Powoli zielone doliny zostają gdzieś daleko pod nami i wkraczamy w świat brązowych traw oraz piargu. Pierwszy obóz staje nad malowniczo położonym jeziorkiem o krystalicznych wodach, nasz muł wraz ze swoim "panem" ruszają w drogę powrotną do Soraty. W tym momencie wypadało by napisać jak to podziwialiśmy potęgę dzikich gór z kubkiem gorącej herbaty w ręku a tu lipa! Niestety ciepłego picia ani jedzenia nie posmakujemy przez następne kila dni. W akcji (bałaganie hostelowego pokoju) zaginęła gdzieś część benzynowego palnika i wszystkie te delicje możemy sobie co najwyżej pooglądać. Zdecydowaliśmy że i bez ciepłego jedzenia damy rade. Zmiana strategii, bez palnika nie ma mowy o topieniu śniegu. Zamiast wynosić wszystko na lodowiec do wysokiego obozu który miał docelowo stanąć na 5800m, zabiwakujemy na lekko na morenie przed lodowcem gdzie popołudniem powinna być woda. Taka strategia oznacza że śpimy niżej, idziemy lżej ale akcja szczytowa będzie trwała dłużej i będziemy musieli przejść cały lodospad w nocy. No ale nie zapominajmy o stylu (che che). O wczesnaj godzinie porannej, czyli chyba dziesiątej pojawia się umówiony tragarz, wrzuca swoją część gratów to brezentowego worka i rusza z kopyta. Bestialskim tempem tegoż jegomościa pędzimy w kierunku następnego obozu. Kolejnego dnia robimy rekonesans, lodowiec to labirynt szczelin, seraków i mostów śnieżnych, jednym słowem koszmar. Za to z puszki po pasztecie, stojaka od primusa i pół litra benzyny udało się zmontować palnik! Primus MultiPate V2 zapewni nam kilka ciepłych herbatek i półsurowych obiadków ale o topieniu śniegu nadal można pomarzyć.
 


 


 



Nazajutrz po dokładnym ukryciu namiotu oraz części ekwipunku (podobno kradną) zabieramy zabawki i skacząc po wielkich głazach wyszukujemy przejścia przez morenę. Komfortowy biwak montujemy bezpośrednio w miejscu gdzie zamierzamy wejść w lodowiec, jest woda i powalające widoki na okoliczne szczyty. Tego dnia po raz pierwszy oglądamy Ancohuma w całej swej krasie, ten drugi co do wysokości szczyt Boliwii robi ogromne wrażenie. Po przedarciu się przez lodowiec zakładamy wejście ścianą północną do grani i połączenie z drogą normalną, plan ten uległ zmianie w trakcie realizacji i finalnie zaatakowaliśmy zachodnią grań.




 


 

Słońce zachodzi a budzi się Dziad Mróz. Planowane wyjście to godzinie trzeciej w nocy ale już około drugiej zaczynamy się zbierać i przy świetle księżyca zaczynamy mozolne wyszukiwanie drogi przez zgniły, połamany, trzeszczący i ziejący szczelinami lodowiec. Na szczęście jest tak zimno że nawet najcieńsze mostki trzymają jak z betonu. Kilka razy przechodzimy na sztywną asekuracje by zamiast kluczyć mostkami zaoszczędzić czas no i załoić trochę lodu. O godzinie dziewiątej rano stoimy pod samą Ancohuma, pod ścianą którą zamierzaliśmy atakować wielkie bryły lodu i świeże ślady licznych obrywów do tego jesteśmy sporo spóźnieni. Tutaj następuje wspomniana zmiana planów i kierujemy się w stronę zachodniej grani. W jej 2/3 napotykamy gigantyczną szczelinę brzeżną, znalezienie sposobu na jej przejście zabiera sporo czasu i energii. Warunki panujące na grani to twarde panitenty a pod nimi coraz miększy śnieg czyli jest źle ale mogło być gorzej. Większość grani robimy na czysto psychologicznej lotnej asekurując się za pomocą czterech (za)małych szabli śnieżnych.



 



W końcu szczyt! Nie! To pierwszy z fałszywych wierzchołków, jeszcze jeden i jeszcze jeden! Ja mam już to w d... altimetr pokazuje 6400m, zrobiło się już całkiem płasko i nudno ale Rich nakręcony ciągnie do góry (dzięki partnerze). W końcu szczyt, ten prawdziwy i widoki hen po horyzont. Nie prawda! Zaszło chmurami, widoczność na sto metrów i tylko czasami jakiś prześwit. Zimno, spadamy stąd! Godzina około piętnastej, zostało nam trzy godziny światła i pokryta luźnym śniegiem grań a później nasz przyjacielski lodowiec. Rozważamy jeszcze chwile czy lepiej nie poczekać na mróz i betony ale postanawiamy że damy rade. I "dajemy", Richard kilka razy wyjeżdża wraz z mokrym śniegiem, później ja wpadam w szczelinę po pas i w jeszcze jedną po pachy. Ciemności zapadły prawie natychmiast po zachodzie, przez labirynt lodospadu prowadzi nas gps, psychicznie jesteśmy już solidnie nadwyrężeni i ostatnie kilkaset metrów słaniamy się na nogach. Po zejściu na piarg jak najszybciej uwalniam się od uprzęży i niechcianego ładunku emocji ;) No teraz jest fast & light, szkoda że po akcji. W końcu biwak, wnętrze śpiwora i kolejnego dnia wyścig do michy gorącego żarcia i hektolitrów lokalnego piwa Huari czekających trzy kilometry niżej w jednej z knajpek Soraty.


 


 
 
Patryk Różecki
www.nomadus.info

Ta relacja brała udział w I Konkursie ProGóry Team! Dziękujemy!

Komentarze (4)Add Comment
0
...
Napisane przez Tereska, stycznia 02, 2010
Andy, pięknie...Takie moje "marzenie" kiedyś, by choc 'być' tam, popatrzec smilies/wink.gif...bo jeśli chodzi o śnieg w górach, to mogłabym co najwyżej bałwana ulepić smilies/tongue.gif No, a 6000 m to już w ogóle...i ta prędkość smilies/shocked.gif Dobrze, że szczeliny były takie "przyjacielskie" smilies/smiley.gif A choroba wysokościowa...?! Kurcze, ale macie zdrowie !
0
...
Napisane przez Karol, marca 05, 2010
Gratuluję zajęcia 1-go miejsca!
0
...
Napisane przez patryk, marca 05, 2010
Dziekuje smilies/wink.gif
0
...
Napisane przez axp, maja 18, 2010
no nudy..........

Napisz Komentarz
smaller | bigger

busy
 
 
| góry | Teatr Cigacice |