g�ry
 
 
wtorek, 07 Lut 2012
 
 
Dawno temu w Słowenii
Wpisany przez Teresa Smylla   
To będzie trochę stara historia. Muszę sięgnąć pamięcią dziesięć lat wstecz. Choć tyle czasu minęło, wspomnienia pozostają w sercu jak żywe. Naprawdę cudem dla mnie było zakosztowanie tego skrawka ziemi. Podróż w najniższe z Alp – Alpy Julijskie, była dla nas, 23 – letnich wówczas dziewczyn, swoistym egzaminem z odwagi, ale miałyśmy też w sobie tę młodzieńczą beztroskę i wiarę, która „ góry przenosi ”…



Cel podróży : najwyższy szczyt Alp Julijskich – Triglav ( Trzygłowy ) 2864 m.n.p.m., symbol Słowenii, który zresztą dominuje na fladze tego kraju. Liczba osób w ‘zespole’ – dwie. Niezbyt budujące. Zakochana w Tatrach, mimo to zdążyłam poznać jedynie Zachodnie, a z Wysokich tylko Świnicę i Kościelec oraz trochę Tatr Słowackich . Dlatego wciąż z niedowierzaniem i pytajnikiem w głowie lecz w wielkiej euforii pakowałam plecak. Pełne optymizmu, trasą kolejową Katowice – Wiedeń – Ljubljana, ruszyłyśmy w podróż ku przygodzie…

W cudowny świat Triglavskiego Parku Narodowego wkraczałyśmy od strony południowej z miasteczka Bohinj, którego ozdobą jest piękne Bohinjsko Jezioro. Z bardzo dobrą mapą w ręku i tylko pozytywnymi myślami szłyśmy zadowolone przed siebie, nie zważając zbytnio na to, że jesteśmy same na szlaku i trochę późno zaczęłyśmy, bo dochodziła godzina…18.00. Nie wiedzieć czemu też, trasa którą pokonywałyśmy nosiła nazwę Pekel… Cóż, nasz cel dzisiejszego dnia to dotarcie do schroniska na zaledwie 1520 m.n.p.m.. No i jest na szczęście środek lipca, więc błękit nieba jeszcze trochę nam potowarzyszy. Wyluzowane maksymalnie szłyśmy spokojnie leśnym szlakiem, śmiejąc się i przystawiając co chwila by „ uszczypnąć się ”, że oto jesteśmy tu naprawdę, a to bogactwo wokół jest do naszej dyspozycji. Rozkoszowałyśmy się tą jakże przyjemną i niezwykle realną perspektywą. Dopiero cień poruszający się zwinnie wśród drzew odwrócił naszą uwagę od bujania wyłącznie w ‘obłokach triglavskich’. Patrzała na nas dorodna kozica, miała wspaniałe poroże… Oczywiście uznałyśmy, że to musi być słynny Złotoróg, król tej krainy, legenda Alp Julijskich, albo przynajmniej jego potomek… Tak pięknie nas przywitał, zapraszając do swego królestwa, zaraz ‘u bram’, na początku naszej wyprawy… Dobry znak. Tak dobry, że nie przestraszyły nas zbytnio grzmoty z oddali. Ale Dom na Komni tuż, tuż.

Bezpiecznie dotarłyśmy przed zmrokiem na miejsce pierwszego noclegu. Godzina 21.00…błoga cisza, pustka, spokój. Nie dziwi fakt, że gospodarz był zaskoczony i zaciekawiony tym zjawiskiem jakim były dwie „ odważne ” turystki. Rozmawialiśmy długo, a właściwie Joasia, która miała przyjemność studiować ten niezwykle rzadki, ale jakże miły dla ucha słowiański język. Dostałyśmy ‘apartament’ z widokiem na jezioro. Pierwsza noc w Alpach, pierwszy sen… Spało się wyśmienicie, ale nie mogłam się doczekać, by znów ruszyć w drogę. No i by nie przegapić takiego widoku. O 5.00 stałam już w oknie, jak wryta… długo. Jezioro Bohinj było przykryte białą puchową kołderką…

Na dzień dzisiejszy wybieramy bardziej malowniczą trasę, choć szlak schodzi w dół na 1294 m.n.p.m.. Mijamy Slap ( wodospad ) Savica, Crno Jezero i „ zbudowany na piasku ” Vrh Korit 1685 m.n.p.m.



 

Dalej Lopucniska Dolina, która ciągnie się aż do Kocy pri Triglavskih Jezerih na 1685 m.n.p.m.. Zauważamy resztki zimy w środku lata.



 

Dobrze nam się idzie, czas dobry, więc przy tym schronisku śmiało robimy dłuższy postój. Tym pięknym szlakiem usłanym siedmioma jeziorami wędrujemy do miejsca naszego drugiego noclegu.



 

Oto i Zasavska Koca 2071 m.n.p.m.. ‘Uroki’ tego miejsca to : oddalony ( za bardzo ) wychodek i ‘resztki’ lodowatej wody. Wieczór cudowny by posiedzieć jeszcze i wpatrywać się w otaczającą nas panoramę i piękną alpejską roślinność.



 

Jeszcze tylko dzień drogi i noc dzielą nas od upragnionego celu. Ale nie spieszymy się. Pasujemy z Joasią do siebie jeśli chodzi o tempo, delektowanie się i zachwycanie każdym zakątkiem na szlaku. Po relaksującym śnie pracowity dla naszej psychiki dzień, bowiem wybieramy szlak, który na mapie jest zaznaczony kropkami a to oznacza trasę trudną lub b. trudną. Cóż… czas się zmierzyć z własną słabością przed ‘wielkim wejściem’. Druga możliwość : trzeba trochę zawrócić i wspiąć się na Kanjavec…2569 m.n.p.m….??? Przecież nie miałyśmy w planie zdobywać jeszcze jakiegoś kolosa oprócz Triglava…Pokonując Sedlo Prehodavci 2021 m.n.p.m. zmierzyłyśmy się trochę ze strachem i pokonałyśmy etap z łańcuchami zwany Skozi Rizo. Pamiętam, że hasłem dnia było wtedy moje pełne przerażenia : „ Co ?! Oni se jaja robią ?!? ”



 

Pogoda była wyborna przez cały czas… Dar Niebios. Wkrótce naszym oczom ukazała się Trzaska Koca 2151 m.n.p.m., ale my zmierzamy dalej przez siodło Dolic 2164 m.n.p.m. do Domu Planika 2401 m.n.p.m. – miejsca noclegu tuż pod Triglavem. Tam już sporo ludu. Pokoje 30 – sto osobowe, rząd pryczy jedna przy drugiej i efekty specjalne : po pierwsze – idziemy spać jako brudasy ( brudaski ), po drugie – jacyś bardzo weseli turyści urządzili sobie przed snem konkurs bąków. Na szczęście mogłyśmy swobodnie oddychać, będąc w bezpiecznej odległości.

Błogi sen i pobudka o 6.00. Do jednego plecaka pakujemy najpotrzebniejsze rzeczy. Zapisujemy się też dumnie w ‘księdze zdobywców’. Zrobiło nam się cieplej na duszy, gdy zauważyłyśmy, że dzień przed nami wspinali się tu dwaj polscy księża. Więc droga przed nami pobłogosławiona. Na szczyt wyruszyłyśmy o 7.00, przed nami podobno godzina drogi, my dodajemy drugą...Z każdym krokiem w górę Alpy Julijskie odsłaniają swe piękno.



 

Słońce nie opuszczało nas na krok… Głowa osłonięta, nogi… e, co tam, w końcu je opalę. Uhm…



 

Efekty zauważyłam dopiero podczas schodzenia i namyślałam się dlaczego mam takiego smaka na zsiadłe mleko, a tu poparzenie ud niewesołe, woda pod skórą, ech… Tymczasem wspinaczka na Mały Triglav 2725 m.n.p.m. była dla nas zadziwiająco lekka i przyjemna,



 

ale najtrudniejszy etap dopiero przed nami. Siedząc tu, patrzymy teraz z szeroko otwartymi oczami na to co nas czeka…



 

Mrówki wspinające się po prawie pionowej ścianie… Joasia siedziała wmurowana i bardzo zmagała się z myślami „ iść – czy nie iść ”. A ja ją znam, rozumiem. Też się bałam, ale wiara i spokój, że Opatrzność czuwa, niosła mnie. Siedziałyśmy dość długo…” Nie może nam się stać nic złego…”
Na Triglav prowadzą trzy szlaki. Każdy tak samo trudny. Uspakajamy myśli, zostawiamy plecak, by niepotrzebnie nie ciągnął nas w dół. Bierzemy tylko aparat. I tu muszę powiedzieć o pewnej „ciekawostce”- te wszystkie zdjęcia robione są starą, ruską Vilią.

A więc… ”Decydujące starcie” ( Obcy ). Gdy już dotknęłyśmy dłonią skały, ‘poczułam to’ inaczej. Uchwyty, kołki, drabinka, pion… po drodze mnóstwo tablic nie specjalnie zdobiących to miejsce, a upamiętniających – niestety – ofiary wspinaczki na najwyższy szczyt tego pasma Alp. Ręka pewnie uchwycona skały, noga niezwykle pokornie stąpająca po tejże skale i oczy bynajmniej nie podziwiające wynurzające się coraz to piękniejsze widoki… I jeszcze ważne : spokój, bo za nami ktoś, przed nami też…

19 lipca 1999 roku godz. 9.00…zdobyłyśmy Triglav.



 

Pogoda, widoczność… cudowna. Nie czujemy w ogóle zmęczenia. Delektujemy się pięknem, które nas otacza, teraz jest tylko ta jedna chwila…



 

Widzimy kościół wzniesiony na 2515 m.n.p.m., obok schroniska…



 

Dziękuję Bogu, że mogłam dotknąć tego cudu i bezpiecznie wrócić do Polski…




Teresa Smylla
 
Ta relacja brała udział w I Konkursie ProGóry Team! Dziękujemy!
Komentarze (3)Add Comment
0
...
Napisane przez Mark, styczeń 14, 2010
Fajny i ciekawy, bo napisany z pozycji outsidera,reportaż z pięknego miejsca. Pozazdrościć przygody, której nie sposób będzie zapomnieć.smilies/smiley.gif
0
...
Napisane przez Tereska, marzec 25, 2010
Dziękuję Mark za miły komentarz smilies/smiley.gif
0
...
Napisane przez Tereska, marzec 25, 2010
Jeśli wszystko pójdzie dobrze znów je zobaczę smilies/smiley.gif W tym roku chcę ponownie odwiedzić ten mały , ale jakże piękny kraj. Wspaniałe są też jaskinie. Na przykład Śkocjanske Jame, gdzie czeka przejażdżka malutkimi wagonikami i przejście mostem nad olbrzymią przepaścią. Prawie jak w "Indiana Jones" smilies/wink.gif

Napisz Komentarz
smaller | bigger

busy
 
 
| góry | Teatr Cigacice | Karate Kontra |