g�ry
 
 
środa, 22 Lut 2012
 
 
Karkonosze - czerwiec 2010
Wpisany przez Roberto   
Nie pamiętam, kiedy i w jakich okolicznościach, pierwszy raz usłyszałem o Przejściu Dookoła Kotliny Jeleniogórskiej – wiem jednak, że nazwa od razu przykuła moją uwagę i pojawiły się pierwsze pytania – po co, jak, kiedy, gdzie… Dzisiaj wiem już o wiele więcej o tym wydarzeniu, również z tego względu, iż postanowiłem w tym roku wziąć w nim udział.

Nie trzeba było wiele czasu, by stworzyć, czy może inaczej „sfor(u)mować” wrocławsko-toruńsko-gdańską jednostkę do zadań specjalnych, nie posiadającą jeszcze zatwierdzonej nazwy. Tym sposobem czteroosobowy zespół w składzie: Bea-(ta) reprezentująca jednocześnie Gdańsk i Wrocław, Łukasz z Torunia, oraz Leuthen i Gregor – jako przedstawiciele wrocławskiej myśli humanistycznej. Po dwóch tygodniach przygotowań, polegających głównie na wymianie maili, jak również treningów (w moim przypadku 150 km jazdy rowerem po okolicach Przedgórza Sudeckiego), nasza wyprawa doszła do skutku.

SOBOTA, 26.06.2010

Około godziny 2.30 w nocy budzi mnie dźwięk telefonu komórkowego – to znak, że Łukasz z Torunia jest już blisko mojego domu. Z Wrocławia wyjeżdżamy ok. 6. Cała nasza czwórka spotyka się dzisiaj pierwszy raz w życiu – to bardzo fajne uczucie, rozmawiać z kimś np. przez rok na forum, by w tej chwili móc tej samej osobie spojrzeć prosto w oczy i może nawet zastanowić się: czy właśnie tak sobie ją/jego wyobrażałem? Po godzinie jazdy już wiadomo, kto zostanie okrzyknięty największą gadułą wyprawy – to oczywiście nasz nieoceniony Leuthen (Paweł) z Wrocławia, posiadający wiedzę historyczną naprawdę godną pozazdroszczenia. W dodatku, jak to często w takich sytuacjach bywa, okazuje się, że Paweł jest synem doktora, wykładającego na mojej uczelni (Instytut Filologii Polskiej Uniwersytetu Wrocławskiego). Jak to się mówi w takich chwilach? Świat jest mały…

Jelenia Góra wita nas ciężkimi chmurami i kroplami deszczu, które jednak nie zamieniają się w regularną ulewę. Naszą wyprawę treningową rozpoczynamy w Sobieszowie podejściem czerwonym szlakiem pod Zamek Chojnik. Na zamku zawiązała się ciekawa dyskusja na jeden z najbardziej zapalnych tematów, czyli polityki. Jako fanatyk religijny i polityczny, postanowiłem nie zabierać głosu w omawianych tematach, by zablokować możliwość ostrego spięcia już na początku trasy. (Tak Moi Drodzy, tym sposobem nie poznaliście mojej prawdziwej twarzy. Poznacie ją przy następnej okazji J)

Po zakończeniu zwiedzania już wiemy, że nasz plan dotyczący dzisiejszego dnia, pozostanie jedynie na papierze i nie uda nam się przejść przez Jakuszce do Szklarskiej Poręby. Docieramy pieszo do Jagniątkowa i decydujemy się na podejście czarnym szlakiem do Schroniska Pod Łabskim Szczytem. Tam, przy talerzu zupy ogórkowej, wsłuchujemy się – jedni z większym zaangażowaniem, inni z mniejszym – w kolejne historyczne opowieści Leuthena. Czas ruszać dalej – szlakiem przez Śnieżne Kotły, Przełęcz Pod Śmielcem, Czeskie i Śląskie Kamienie, docieramy do opuszczonego schroniska Petrova Bouda. Budynek straszy tak jak rok temu, sypiącym się murem, rozwalonymi drzwiami, wybitymi szybami i zapachem zgnilizny. Wszędzie wiszą ogłoszenia o zakazie wstępu, tymczasem niespodziewanie z okna na pierwszym piętrze docierają do nas głosy rozbawionej młodzieży, porozumiewającej się w języku czeskim. Czyżby nielegalna miejscówa?

Słuchając kolejnych opowieści Pawła, tym razem o wojnach światowych, ok. 21 docieramy do Przełęczy Karkonoskiej i Odrodzenia.
Ponieważ na forum często pojawia się temat zniżek PTTK, informuję, iż nam przyznano 10%. Jakiś niesmak na pewno pozostał, bowiem 10 to jednak nie przysługujące 20%, według mnie jest to temat do zaakceptowania i nie rozwijania w związku z tym kolejnego akapitu. Większość z nas pamięta, jak wyglądało to schronisko jakiś czas temu, gdy jeszcze nie zdążyło się do niego wejść, a już oczom ukazywał się wieli napis „ZAKAZ SPOŻYWANIA WŁASNYCH POSIŁKÓW”. W tej chwili schronisko się zmienia, rozwija i z pewnością potrzebuje wielkich nakładów finansowych. Co tam nasze 10% !

Po pysznym obiedzie idziemy przywitać się z Sylwią, która tym razem mnie opuściła i zdecydowała się na wyprawę rowerową – z Przesieki do Odrodzenia. Z uwagą słuchamy Jej relacji.

Przed snem idziemy się jeszcze poruszać na ściance wspinaczkowej. Gdy w swoim ulubionym stylu „na żywca” pokonuję kolejne chwyty, dołączają do mnie Sylwia oraz Łukasz z Torunia. Pozostaje jeszcze ostatni podchwyt i …pora spać.

NIEDZIELA, 27.06.2010


Schronisko opuszczamy o dwie godziny za późno – trudno się dziwić, skoro aż godzinę poświęciliśmy na delektowanie się pyszną kawą w schroniskowym pokoju. Otwarte okno, na niebie ani jednej chmury, a do tego zapach świeżo zaparzonej kawy… hmmm Dziękujemy Ci, Łukaszu, za tę wojskową rację żywnościową, zawierającą również w swoim składzie kawę.

Czerwonym szlakiem „graniowym” dochodzimy do Słonecznika, gdzie każdy z nas nie odmawia sobie przyjemności wspinaczki. Ech, gdyby mieć taką skałę w swoim ogrodzie! Gdyby jeszcze ta skała codziennie zmieniała układ poszczególnych chwytów!

Na szlaku jeszcze pustki, a nasza jednostka do zadań specjalnych, zbliża się do Równi pod Śnieżką. W okolicach Śląskiego Domu już tłum, dopada nas też zapach rozstawionego obok grilla. Jeszcze tylko pół godziny i swoje ramiona otwiera przed nami Królowa Karkonoszy. Pozostaje poddać się Jej urokowi i z dumą zacytować Alfreda Jahna:

„Karkonosze są dla Sudetów tym, czym Tatry dla Karpat”

Tego dnia mieliśmy dojść trasą „przejścia” do Janowic Wielkich, jednak z wielu względów to nie było możliwe – po szybkiej naradzie zdecydowaliśmy się na zejście do Karpacza czerwonym i żółty szlakiem przez Dolinę Łomniczki. Autobusem wracamy do Jeleniej Góry, a w drodze powrotnej do Wrocławia, zatrzymujemy się jeszcze w Bolkowie, by na tutejszym zamku, wsłuchać się w kolejną opowieść historyczną Leuthena. Tak więc historia zatoczyła koło – wyprawę rozpoczęliśmy i skończyliśmy na zamku.

Zawsze, gdy decydujemy się na wyprawę z nieznanymi ludźmi, pojawiają się wątpliwości i pytania typu: jak to będzie. Z wielką radością mogę powiedzieć, że nasza „sfor(u)mowana” wrocławsko-toruńsko-gdańska jednostka do zadań specjalnych, nie posiadająca jeszcze zatwierdzonej nazwy; dobrała się jak w korcu maku. Beato, Łukaszu i Pawle – dziękuję i do zobaczenia na następnym treningu przed „przejściem”.



Komentarze (0)Add Comment

Napisz Komentarz
smaller | bigger

busy
 
 
| góry | Teatr Cigacice | Karate Kontra |