g�ry
 
 
wtorek, 07 Lut 2012
 
 
Sprawozdanie ze spotkania z himalaistą Krzysztofem Wielickim
19.04.2010 w Świebodzińskiej Bibliotece Publicznej gościł światowej sławy polski podróżnik i himalaista Krzysztof Wielicki. Człowiek, który jako piąty na Ziemi zdobył Koronę Himalajów. Cóż można powiedzieć o tym spotkaniu? Jednym słowem - niesamowite. Posłuchać opowieści ze szlaków najwyższych gór świata z ust człowieka legendy, który jest w chwili obecnej największym żyjącym polskim himalaistą to była doprawdy uczta dla miłośników gór.

Zwłaszcza, że Krzysztof Wielicki jest świetnym mówcą i naprawdę barwnie przedstawiał historię zdobycia Korony Himalajów i Karakorum, na którą składają się następujące osiągnięcia:
 
  • Mount Everest (8848 m n.p.m.) 1980 - I zimowe wejście na ośmiotysięcznik
  • Broad Peak (8048 m n.p.m.) 1984 - I wejście na ośmiotysięcznik i powrót do bazy w jedną dobę (21,5 h), wejście solo
  • Manaslu (8163 m n.p.m.) 1984 - nową drogą oraz 1992 - drogą klasyczną
  • Kangchenjunga (8586 m n.p.m.) 1986 - I zimowe wejście
  • Makalu (8463 m n.p.m.) 1986 - nowym wariantem, w stylu alpejskim
  • Lhotse (8511 m n.p.m.) 1988 - I zimowe wejście, wejście solo
  • Dhaulagiri (8156 m n.p.m.) 1990 - nową drogą, wejście solo
  • Annapurna (8091 m n.p.m.) 1991 - drogą Boningtona
  • Cho Oyu (8201 m n.p.m.) 1993 - polską drogą
  • Shisha Pangma (8021 m n.p.m.) 1993 -nową drogą, wejście solo
  • Gasherbrum II (8035 m n.p.m.) - 1995 - drogą klasyczną, wejście solo oraz 2006 - drogą klasyczną
  • Gasherbrum I (8068 m n.p.m.) 1995 - drogą japońską, w stylu alpejskim
  • K2 (8611 m n.p.m.) 1996 - drogą japońską
  • Nanga Parbat (8125 m n.p.m.) 1996 - drogą Kinshofera, wejście solo

Powyższe dane, to tylko nazwy, daty i liczby uzmysławiające wielkość osiągnięć tego człowieka, jednak nie oddadzą one nigdy klimatu jego opowieści. Prezentacja zdjęć z wypraw została doskonale uzupełniona przez liczne anegdoty z wysokogórskich szlaków. Jak można było się dowiedzieć z ust bohatera, zdobycie Korony Himalajów nie było jego celem, najważniejsze zawsze było samo wspinanie: „O koronie pomyślałem dopiero po zdobyciu dziesiątej góry i w sumie ten temat wywołali dziennikarze.”

Niesamowita historia wiąże się ze zdobyciem ostatniej z nich, którą jest Nanga Parbat. Wielicki mówił o tej wyprawie, że była kompletnie szalona. I naprawdę chyba coś w tym jest, bo zdobył ten szczyt samotnie, a jedynymi świadkami jego wyczynu byli pakistańscy pasterze obserwujący go przez lunetę. Sam nie do końca wtedy rozumiał, co go popychało by iść na tą górę, nawet szukał pretekstu i wymówki, żeby tego nie robić. Jednak ponieważ sprzyjała pogoda, warunki były świetne i czuł się dobrze, więc podjął próbę, która zakończyła się sukcesem.

W trakcie opowiadań często wspominał kolegów, z którymi dzielił trudy wędrówek i podbojów, a którzy całkowicie poświęcili swoje życie górskiej pasji. Niektórzy z nich do tego stopnia, że wśród śnieżnych szczytów przedwcześnie to życie stracili. Szczególnie dużo czasu poświęcił postaciom Jurka Kukuczki i Wandy Rutkiewicz. Jak stwierdził: „Nie ma już teraz takich ludzi, którzy chcieliby tak oddać się górom”.

Na spotkaniu dowiedzieliśmy się, że największymi problemami podczas zimowych wypraw jest nie tyle temperatura niższa niż latem, ile ciągły silny wiatr, brak możliwości szybkiej regeneracji organizmu, której sprzyjałoby umycie i odświeżenie się oraz przytłaczająca samotność. O trudnościach tych wypowiadał się: „Nieważne czy jesteś w bazie, czy na szczycie – bez przerwy jest tak samo zimno. Nawet będąc w namiotach organizm nie jest w stanie się szybko regenerować. A do tego ten wiatr. No i w tym czasie w górach nie ma praktycznie żadnych wypraw.”
 

 

Zapytany o wyprawy komercyjne i liczne próby wejścia na Mount Everest ludzi, nie będących himalaistami odpowiedział, że poprzez takie „zaliczenie szczytu” ludzie dopisują po prostu coś do swojego życiorysu. Coś, co nie ma wielkiego znaczenia dla historii himalaizmu, lecz ma znaczenie dla nich samych: „Oni piszą własną historię”. Zdaniem Wielickiego nie ma w tym nic złego. Jednak jest jeszcze inna droga - mierzyć wysoko, podejmować się trudnych, nowych wyzwań, dzięki czemu można mieć udział w tworzeniu prawdziwej historii.

Piszmy więc swoje historie. Piszmy je jednak nie schodząc na łatwiznę, lecz podejmując się nowych i trudnych zadań.


 
 
Komentarze (1)Add Comment
0
...
Napisane przez Grzegorz, maj 02, 2010
To nawet trudno nazwać. Choroba?

Napisz Komentarz
smaller | bigger

busy
 
 
| góry | Teatr Cigacice | Karate Kontra |