 Czasami bywa tak, że coś ciągnie człowieka w góry i nie można tego zaspokoić. Bo bywa też tak, że sprawy życia powszedniego zatrzymują nas tu na nizinach. Co wtedy można zrobić? Rzucić wszystko i wyjechać? A może poddać się jesiennej melancholii i siedzieć w domu? Czy też może wyruszyć na poszukiwanie tego, co nas duchowo uniesie w wyżynne ostępy? Jak poczuć ducha gór tutaj na nizinach? Ludzie dotknięci tajemnicą gór, nieustannie będą szukać rozwiązania tego problemu.
Termin: Listopad 2009
Uczestnicy: Roman Heppel, Grzegorz Mazurek, Arkadiusz Bilon
Cel wyprawy: Typowy trekking
Tego niedzielnego, spokojnego dnia 11 listopada wybraliśmy się na poszukiwanie tego, bliżej nieokreślonego czegoś, co czuje się wędrując w otoczeniu przyrody, a czego nam już od dawna brakowało.
Wyruszyliśmy z Łagowa wzdłuż linii brzegowej Jeziora Trześniowskiego.
Już na samym początku uderzył nas piękny widok przebarwiających się na różne kolory drzew wśród których dominowały buki i brzozy. Całości efektu dopełniało ich odbicie na cichej i spokojnej tafli wody.
Wokół nas niesamowitą aurę tworzyły zalegające na ziemi, opadłe liście.
W oddali po drugiej stronie sterczała wzniesiona ku niebu szpica masztu anteny radiowo-telewizyjnej w Jemiołowie.
Czasami nawet udało się wdrapać gdzieś wyżej, choć mając świadomość, że niezupełnie o to chodziło, wyruszaliśmy zaraz w dalszą drogę. Szukaliśmy przecież czegoś więcej.
Prawdziwą satysfakcję odczuwaliśmy łazikując po stromych zboczach otaczających Jezioro Trześniowskie i Buszenko.
Tak. To jest to. Cel naszej wyprawy. Drugie co do wysokości wzniesienie Pojezierza Lubuskiego, którym jest Gorajec. Tutaj można było zrobić przerwę na zasłużony odpoczynek i uzupełnienie zasobów energetycznych organizmu przed drogą powrotną.
W po zejściu ze wzgórza, zmierzając w kierunku Jeziora Trześniowskiego mijaliśmy leśne stawki i bagienne uroczyska.
Przy naszym szlaku przy linii brzegowej napotkać można było mnóstwo kładek wędkarskich z ławeczkami. Wiele z nich zlokalizowanych było w miejscach z pięknym widokiem na jezioro.
Wyprawę zakończyliśmy przy zamku w Łagowie, a żegnała nas dumnie wzniesiona nad nami wieża.
Podczas tej wyprawy dotarliśmy na drugie co do wielkości wzniesienie Pojezierza Lubuskiego liczące 223 m.n.p.m. Samo podejście na Gorajec nie stanowi specjalnych trudności i satysfakcję daje sama świadomość zaznaczenia swojej obecności na tym wzgórzu, tak nieodległym przecież od miejsca zamieszkania. Ważniejszą jak mi się wydaje rzeczą było wszystko to, co dała nam wspólna wędrówka wśród piękna jesiennej przyrody, ciszy i spokoju natury przygotowującej się powoli do zimy. Dane nam było dotknąć duchem tego, co czuje się także w górach a co można poczuć tylko będąc w drodze.
Arkadiusz Bilon - ProGóry Team
 |