g�ry
 
 
środa, 08 Wrz 2010
 
 
Krzywe Baszty Tour 2009
Wpisany przez Grzegorz Mazurek   
14.08-16.08.2009
Położenie naszego cudownego miasta, chodzi o Sulechów /woj. Lubuskie/, jakby mimochodem wymusza na nas wspinanie w rejonie Jeleniej Góry. Oczywiście nie ma to nic wspólnego z przymusem a raczej jest to powodem późniejszego zadowolenia… Jedynie po 180 km możemy zostawić nasze Vany na parkingu i po 5 min. zameldować się pod wymarzonymi granitami. Tym razem celem naszej wyprawy zostały Krzywe Baszty! Po powrocie wiadomo, że jeszcze nie raz staną tam nasze stopy…
Zauroczenie

Do tych skał już chyba na zawsze pozostanie jakiś sentyment. Tak się składa, że właśnie tam po raz pierwszy mogliśmy doświadczyć adrenalinki wspinu
w najprawdziwszych skałach! Uprzednio był tylko taki czy inny panel, most, drzewo bądź okoliczne kominy. Jeśli człowiek nie wspinał się w skałach tak naprawdę nie wie czym jest ta dziedzina aktywności! Tak było w naszym wypadku! W naszym czyli Grega i Romanosa naczelnego programisty temu ProGóry oraz Arka, który dołączył do nas następnego dnia! Różnorodność chwytów, stopni w niczym nie przypomina tego z czym mieliśmy się okazje stykać do tej pory! No i te tarcie… Późniejsze nasze doświadczenia z doliny Kobylańskiej oraz Bolechowickiej czyli bliskie spotkania trzeciego stopnia z wapieniem pokazały nam jaka jest różnica pomiędzy tymi typami skał! Przykład! Ostatniego dnia wspinaczki moje palce już właściwe nie funkcjonowały. Opuszki było mocno poobdzierane i na pewno ma to swoją przyczynę w strukturze skały. W wapieniu generalnie jest o wiele bardziej komfortowo ale za to ślisko… Z czasem pewnie bardziej się przyzwyczaję, póki co nie wyobrażam sobie jakiegoś długiego wspinania przez kilka dni. Teraz usilnie pracujemy nad tym, żeby to zmienić.
 





O Krzywych Basztach słów kilka!

Jako, że póki co jeszcze przez jakiś czas będziemy tzw. Żółtodziobami jeśli chodzi o wspinaczkę to z tej perspektywy kilka uwag! Na pewno nie jest to rejon wspinaczkowy typowo dla początkujących. Nie oznacza, że jeśli zaczynasz nie masz tam jechać!!! Obitych dróg IV, V jak na lekarstwo. Może i dobrze, trzeba będzie się szybciej spiąć:P Zawsze można próbować trudniejsze drogi „na wędkę” tylko nie ma co z tym przesadzać bo zamiast wspinania będzie zabawa a nie o to chodzi! Najlepiej po tym względem prezentuje się Śpiewak – 18-metrowa skała w rejonie Krzywych Baszt, która jest przeznaczona właśnie dla młodych adeptów – dobrze obite wspominanie IV i V! Kompletne TOPO znajdziecie na stronach Karkonoskiego Klubu Wysokogórskiego i może coś dowiecie się zaraz, jeśli będziecie kontynuować lekturkę.

Śpiewak
 



Gdzie to jest położone, jak tam dojechać, gdzie Toi Toi itd. to na wspomnianej stronce Karkonoskiego Klubu Wysokogórskiego. Generalnie wydrukowaliśmy TOPO i zawitaliśmy w skałach. Od strony parkingu Śpiewak jest na samym końcu, zatem kilka kroków trzeba zrobić więcej. Wszystkie drogi są obite i wizualnie muszę stwierdzić, że jakoś osadzonych ringów jest bardzo dobra – jakieś świeżynki! Mamy do wyboru trzy linie. Trzy Plus (IV), Śpiewaka (V)oraz Bolka(V+) oraz 2 warianty. Pierwsza droga to taka zabawa we wspinanie, takie coś na dobry początek. Jednocześnie trzeba uważać dobierając długość ekspresów, w innym przypadku przesztywnienie układu asekurującego gwarantowane! Natomiast Śpiewak, no cóż sam start dostarcza wiele wrażeń! Zaczynamy po płycie, która wymusza typową tarciówkę. Dla zawodowców takie coś to tzw. pikuś ale kiedy zaczynasz to co innego… Skoro mam się utrzymać tylko odpowiednim balansem ciała i ułożeniem stóp – jakoś trudno w to uwierzyć. Właśnie tutaj można doświadczyć jak ważna jest praca nóg. Notabene wielu naszych znajomych, których zabraliśmy na ściankę – co by zobaczyli co to jest wspinanie – myślało, że trzeba mieć super silne ręce. Poniekąd trzeba ale trzeba zrozumieć, że to na nogach głównie się wspinamy. Nieustannie nad tym pracuję i powoli widać efekty ale musze jeszcze włożyć wiele pracy, żeby było lepiej. Starając się pokonać ową śpiewakową płytę, niepotrzebnie zbyt mocno pracowałem rękami. Jakieś boczne chwyty, kanty… Efekt – naciągnięte mięśnie lewego barku, który i tak kuleje po złamanym obojczyku /taka zaszłość z MTB/. W tym miejscu można sobie „zapodać” słynne przysłowie – sport to zdrowie:P Hmmmm po swoich mega sportowych zaangażowaniach można powiedzieć sport to ciągłe kontuzje. A to kolana bolą od rowerku, a to palce od wspinu, a to wspomniany bark…. Oczywiście to tak pół żartem, pół serio! Można zawsze grać w bierki /nie mając nic do tych, którzy to robią/, jednak jeśli chcę się walczyć to nie ma co pękać! Satysfakcja oraz późniejsze zadowolenie są zdecydowanie większe. Natomiast wracając do tematu przewodniego i nie zwracając uwagi na kontuzje i tak wspinaliśmy się dalej. No powiedzmy wspinaliśmy się… Bardziej to było wędkowanie. Tak na pierwszy raz można było sobie na to pozwolić. Z czasem oczywiście się nawrócimy i tylko będzie nam w głowie OS, Flach bądź RP no albo żywczyk:P Wędkowaniu powiemy zdecydowane NIE! Tak więc nasze łowienie Śpiewaka i Bolka - moje Grega i Romanosa – obyło się bez żadnych wypadków, raczej było by ciężko w stylu TR. Notabene tego dnia padły moje bury wspinaczkowe – Rock Pillars’y Zeal /troche już były w uzyciu/. Moje pseudo naprawy u zwykłego szewca okazały się kompletnie błędne. Guma którą próbowano doklejać nie trzymała się skały… Zauważyłem to dopiero kiedy Romanoss użyczył mi swoich butów. Różnica była kolosalna. Nie jest to jakaś negatywna ocena Rock Pillars’ów, bynajmniej chcę tylko powiedzieć, że lepiej wymieniać całą podeszwę a nie doklejać jakieś kawałki pseudo gumy… No chyba, że macie lepsze patenty!

Krzywe Baszty 





Następnego dnia dołączył do nas Arek, tak więc było nas trzech! Jako, że większość dróg na Krzywych to VI. z dodatkami a łatwiejsze linie to DDS /droga dla spragnionych czyli wspin na własnej/, pozostała nam tylko wędka! Na DDS trzeba mieć trochę szpeju, którego nie mięliśmy… Póki co żywcować nam się „nie chciało”… Po lewej stronie Krzywych jest kilka ciekawych linii oraz można założyć wygodne stanowisko u góry /2 nowe ringi + dogodne wejście od tyłu/. Generalnie polecam drogę nr 16 - szeroką rysę! Staraliśmy się ją zrobić tzw. Dulferkiem inaczej metodą odciągu. Jak dla nas to była świetna nauka tak samo jak tarciowe płyty z przodu Krzywych Baszt.

Klimacik
 



Ostatni dzień zabawy to trochę wspinu na pierwszego na Śpiewaku oraz wylegiwanie się w pełnym słońcu na szczycie skałki. Nasze cudowne torby z IKEA’i niebieskiego koloru z zawartością naszego sprzętu wciągnęliśmy na górę i spokojnie nie martwiąc się niczym podziwiać okoliczne widoki. Może okoliczne drzewa utrudniały i ograniczały nasz punkt widokowy jednak i tak klimacik był przedni. Może wciąganie torb to było trochę szalone ale właśnie to był element naszej zabawy. Wtedy jakoś „zatrybiłem”, że o to chodzi… Wejść tam gdzie innym się nie chce, w gronie najbliższych znajomych no i te widoki. Wiadomo to była taka namiastka, ponieważ po przeciwnej stronie tłumy ludków na Kruczych Skałach burzyły jakoś nastrój ale coś tam się udzieliło. Może kiedyś przy odrobinie zdecydowania dane będzie stanąć na jakiś wyższych szczytach i doświadczyć tego samego w pełni. Trochę jeszcze nauki przed nami ale najważniejsze - cel jest jasno określony.
 







Arek zdaje się też załapał klimat, zachciało mu się latać i zaczął jaskółeczki robić na szczycie. Dobrze, że nie odleciał, strata była by nie miłosierna. Na szczęście miał auto… Trochę pogubił przy okazji łańcuszków osobistych, taki był zafascynowany…

Kameralność

Miejsce dla nas okazało się pozytywnym zaskoczeniem. Ilość dróg nie duża, to wiadomo ale przynajmniej jak na początek nie ma tłumów. Taki powiedzmy wstęp przed Sokołami a skała ta sama. Szczerze to może przez przypadek te skały a to ze względu na bliskość Chatki Robaczka, która zwykliśmy odwiedzać dość często. Od Robaczka mamy zaledwie 3 km do skał i wygodny parking no i wiele innych atrakcji. Notabene Chatka Robaczka to mega klimatyczne miejsce tak jak na tym „szczycie” co przed chwilą opisywałem. Nie taki Robaczek straszny, zobaczcie zresztą sami… Jeszcze jedno! Nie mam nic przeciwko większą ilością ludków na skałach, choć trochę prywatności zawsze w cenie, szczególnie gdy się zaczyna…

Gregor ProGóry Team

 




 
Komentarze (0)Add Comment

Napisz Komentarz
smaller | bigger

busy
 
 
| góry | Teatr Cigacice |