|
|
Nasze
|
Wpisany przez Grzegorz Mazurek
|
 25 kwietnia, samochód, słońce, dużo ludzi, Niedziela… Czy to ma coś wspólnego? Ma i to bardzo dużo! Mianowicie właśnie 25 kwietnia wsiedliśmy w samochód, a była to Niedziela, następnie pojechaliśmy w Sokoły. Nadmienię tylko, że była lampa, co stało się bezpośrednią przyczyną dużego zagęszczenia tzw. wspinaczy… Czy wszyscy byli owymi wspinaczami to nie wiem, bo nie każdy, który założy uprząż i przewiąże się liną już nim jest. Potrzeba trochę praktyki, zrobionych OS’ów itd. Jednak, żebym nie został posądzony, że tworzę jakiś Leksykon na temat wiadomej dziedziny sportu to pomińmy te wątpliwości i rozterki! Jak napisałem to było w Sokolikach, a dokładniej na takiej skałce co się zowie Chatka i Stodoła.
|
|
Szklarska Poręba raz jeszcze! |
|
Wpisany przez Grzegorz Mazurek
|
 Po wielkim świętowaniu i odśpiewaniu radosnego Alleluja nasze umysły pochłonęły skały… Oczywiście w pozytywnym sensie :-) Skała jak to skała – trzeba ją zdobyć, a że w lubuskim ciężko o taki rarytas, wsadziliśmy nas, siebie czyli Karola i mnie Grega w białą strzałę /Fiat Brava/ i pomknęliśmy w skałki. Pierwotnie miały to być Sokoliki ale z racji początkującego początkowania we wspinaniu, pojechaliśmy w znany rejon, mianowicie na Krzywe Baszty w Szklarskiej Porębie! Wybór wiadomy – Śpiewak! Drogi w sam raz dla nas od III+ do V+ i wszystkie oringowane. Ciężko o taki rarytas w Sokołach. Mniejsza o to…
|
|
Pogoń za deszczem czyli pierwszy pobyt w skałach |
|
Wpisany przez Grzegorz Mazurek
|
 27 oraz 28 marca mogliśmy zaszczycić swoją obecnością rejony wspinaczkowe nieopodal Jeleniej Góry… Pierwszego dnia odbył się pierwszy atak na Sokoliki ale deszczyk przyczajony pogonił nas do Szklarskiej Poręby. Tam wybór oczywiście znacznie mniejszy jeśli chodzi o ilość dróg itd. Ale co tam ssanie było i trzeba było mieć nadzieję na jakiś wspin… Zapewne w Hiszpanii było by cieplej ale my jako patrioci chcieliśmy aby nasze ręce uświęciły skały w Polsce.
|
|
Wpisany przez Arkadiusz Bilon
|
 Czasami bywa tak, że coś ciągnie człowieka w góry i nie można tego zaspokoić. Bo bywa też tak, że sprawy życia powszedniego zatrzymują nas tu na nizinach. Co wtedy można zrobić? Rzucić wszystko i wyjechać? A może poddać się jesiennej melancholii i siedzieć w domu? Czy też może wyruszyć na poszukiwanie tego, co nas duchowo uniesie w wyżynne ostępy? Jak poczuć ducha gór tutaj na nizinach? Ludzie dotknięci tajemnicą gór, nieustannie będą szukać rozwiązania tego problemu.
|
|
Wyjazd trekkingowo-wspinaczkowy |
|
Wpisany przez Arkadiusz Bilon
|
 Każda wyprawa jakoś się zaczyna. Ta zaczęła się w piątek 25 września. Ponieważ był to piątek wieczór, więc na ów dzień możemy zaliczyć tylko dojazd na miejsce noclegu do Chatki Robaczka w Szklarskiej Porębie. W sobotę rano po śniadaniu korzystając z fantastycznej pogody wybraliśmy się w okolice Kruczych Skał na wspinaczkę. W okolice, ponieważ naszym celem były dokładnie skały leżące naprzeciw, czyli: Krzywe Baszty i Śpiewak.
|
|
Wpisany przez Grzegorz Mazurek
|
 Szczerze mówiąc to nie jest sprawozdanie, bo nie muszę się przed nikim tłumaczyć ani niczego referować! Tak samo raczej nie była to wyprawa tylko krótki wypad w pobliskie pagóry. I jeśli przebrnąłeś przez dwa wcześniejsze zdania to może i dasz radę później.
|
|
Wpisany przez Grzegorz Mazurek
|
14.08-16.08.2009
Położenie naszego cudownego miasta, chodzi o Sulechów /woj. Lubuskie/, jakby mimochodem wymusza na nas wspinanie w rejonie Jeleniej Góry. Oczywiście nie ma to nic wspólnego z przymusem a raczej jest to powodem późniejszego zadowolenia… Jedynie po 180 km możemy zostawić nasze Vany na parkingu i po 5 min. zameldować się pod wymarzonymi granitami. Tym razem celem naszej wyprawy zostały Krzywe Baszty! Po powrocie wiadomo, że jeszcze nie raz staną tam nasze stopy…
|
|
Wpisany przez Arkadiusz Bilon
|
|
11 lutego 2009 - Przyjazd
Z Gregiem spotkaliśmy się na dworcu autobusowym w Zakopanem. Ja dojechałem tam z Krakowa, po wcześniejszym dwudniowym wypadzie do Edynburga. On przyjechał pociągiem z Sulechowa. Wyszło tak, że został obarczony transportem mojego plecaka ze sprzętem i ubraniem, którego nie chciałem ze sobą targać samolotem. Greg przywiózł (co mnie bardzo ucieszyło) mój plecak - nie przywiózł niestety dobrych wiadomości. W górach śnieg pada i nie zamierza przestać. Warunki nawet mogą się pogorszyć. Już jest 3 stopień zagrożenia lawinowego. Co zrobić? Przecież nie będziemy tkwić w Zakopanem i wylewać łez. Mamy tylko kilka dni, które musimy dobrze wykorzystać. Nie zastanawiając się długo wyznaczyliśmy pierwszy cel – Schronisko w Dolinie Pięciu Stawów Polskich – tam zobaczymy co dalej. Następnie szybkie przepakowanie tobołów, zakupy w najbliższym sklepie spożywczym i dalej już mknęliśmy busem ku ośnieżonym szczytom.
|
|
|
|
|
|
|