g�ry
 
 
wtorek, 07 Lut 2012
 
 
Wpatrzeni w górę
Wpisany przez Krzysztof Król   
„Sulechów, przecudne miasteczko położone gdzieś w pobliżach Pojezierza Lubuskiego. Leży gdzieś pomiędzy 80-85 m n.p.m., najwyższe wzniesienie opodal 148 m n.p.m. Dostęp do skał: nie ma! Czy można w takich warunkach rozwijać, promować, nagłaśniać górskie wartości? Można, nawet koniecznie trzeba! Wyrazem tego niech będzie ProGóry Team!” – piszą o sobie na stronie internetowej Grzegorz Mazurek, Roman Heppel, Arkadiusz Bilon i kleryk Karol Dyda.


Apetyt na wspinanie
Redaktorem naczelnym serwisu www.progory.pl jest Grzegorz Mazurek. Trzydziestolatek lideruje także wspólnocie Odnowy w Duchu Świętym „Woda żywa” przy sulechowskiej parafii pw. Podwyższenia Krzyża Świętego. Jedną z pasji Grześka jest rower górski. Nawet organizuje amatorskie zawody o randze wojewódzkiej Open MTB Sulechów. Jeździ na wyprawy po Polsce, ale ma też na swoim koncie kilka zagranicznych. Dziesięć lat temu grupa młodzieży z ks. Januszem Drgasem pojechała rowerami na Światowe Dni Młodzieży do Rzymu. – Pewnie nie ma się czym zbytnio chwalić, ale w końcu to ponad 2 tys. kilometrów – zauważa. – Średnio pokonywaliśmy ok. 130 kilometrów dziennie. Alpy nie dały mi w kość, ale Apeniny to masakra. Szczególnie wjazdy kilkanaście kilometrów cały czas pod górę przy nachyleniu 35-40 stopni – dodaje. Pod górę Grzesiek nie tylko wjeżdża, ale też wchodzi. Początkowo wystarczały tylko wędrówki po górach czyli trekking, ale apetyt rośnie jednak w miarę… chodzenia. – To było chyba, jak trzeci raz szedłem na Rysy. Po drodze na Kazalnicy, to jedna z najbardziej znanych tatrzańskich ścian wspinaczkowych, zobaczyłem, jak wisieli sobie na niej taternicy. Pomyślałem: Chyba czas zejść ze szlaków – wspomina.



Grzegorz Mazurek
 

Potrzeba zaufania
Pierwsze kroki w górach nie były łatwe dla programisty Romana Heppela. W Tatry Wysokie pierwszy raz pojechał dwa lata temu. – Jak zobaczyłem łańcuchy na Świnicy to lekko się przeraziłem – wspomina. – Później mieliśmy iść na przełęcz Zawrat. Myślałem, że to szczyt. W pewnym momencie usiadłem zmęczony. Za mną słup z napisem Zawrat, a ja się pytam zupełnie poważnie: „Kiedy w końcu będzie ten Zawrat?”. Wszyscy dookoła parsknęli śmiechem – dodaje. A jednak nie zniechęcił się do górskich wypraw. – W mojej pracy człowiek musi być na wysokich obrotach. Cały czas się uczyć i poznawać nowe technologie. A w górach można oderwać się od „wyścigu szczurów” – zauważa. – Tam wysoko jest spokój i cisza – dodaje.




Z lewej: Roman Heppel, z prawej: Grzegorz Mazurek

 
Na górskie wyprawy jeździ także Karol Dyda, alumn piątego roku w paradyskim seminarium. Bakcyla złapał przed pójściem do seminarium. Pojechał z ks. Darkiem Kamińskim w Tary Wysokie. – Od razu poszliśmy na Orlą Perć. To jeden z najniebezpieczniejszych i najtrudniejszych szlaków. Łańcuchy, drabinki, a czasem po obu stronach przepaść – opowiada. – Wtedy było w sierpniu sporo śniegu. Myślałem sobie: No ładnie miałem iść do seminarium, a ja tu zaraz zginę. I jakby jeszcze było mało, to byliśmy świadkami akcji ratunkowej – dodaje. Teraz nie tylko chodzi po górach. W minione wakacje wraz z kolegami zrobił kurs wspinaczki. – Wchodziłem na 30-40 metrów. To niezbyt wysoko, ale na kimś, kto się uczy, robi to wrażenie – zauważa kleryk. We wspinaczce trzeba iść mocno skoncentrowanym i mieć zaufanie do drugiej osoby, z którą się wspina. – Roman już niejeden mój „lot” wyłapał – zauważa Grzesiek. – Wiem, że jak odpadnę od ściany, nie spadnę – dodaje.

Maratończyk w górach
W górskiej ekipie jest też maratończyk Arkadiusz Bilon. Wśród swoich największych osiągnięć wymienia przebiegnięcie półmaratonu w czasie 1 godz. 56 min. i maratonu w 4 godz. 28 min, a także zimowe przejście na Rysy ze schroniska w Dolinie Pięciu Stawów przez Miedziane i powrót do schroniska przez Szpiglasową w czasie 14 godzin. – W Tatry Wysokie pojechałem dość późno, bo w wieku 29 lat z młodszym bratem. Wtedy wydawało mi się to wszystko wielkie i niedostępne. A szybko okazało się, że wystarczy trochę wysiłku i potu, aby wejść na górę – mówi trzydziestopięciolatek. – Odkąd pierwszy raz pojechałem w góry, cały czas myślę, kiedy pojechać tam znowu – mówi z uśmiechem. Fascynują go szczególnie zimowe wyprawy. Jedna z nich dała mu mocno w kość. Źle obliczyli z bratem czas wyprawy i na Zawracie znaleźli się prawie o zmroku. – Nie stać nas było na super sprzęt i mieliśmy jedną parę raków i jeden czekan, ale jakoś sobie radziliśmy. Podczas schodzenia jedno miejsce było bardzo strome i oblodzone – opowiada Arek. – Brat pierwszy jakoś zszedł na rakach. Na dole było widać dwie ciemne skały, więc panicznie się bałem, że mogę trafić w którąś z nich. Do dołu było jeszcze 20 metrów. Zacząłem powoli schodzić. W jednym miejscu wbiłem za mocno czekan. Pomyślałem, że jak wyrwę i nie zdarzę się wbić to wyląduje na skałach. Szukałem druga ręką, aby się zahaczyć. Jakoś wyskrobałem sobie wgłębienie. Powoli udało mi się zejść i wrócić spokojnie do schroniska – kończy opowieść.




Arkadiusz Bilon
 

Kanapki i herbata
Obecnie wyprawą życia dla kleryka z paradyskiego seminarium jest droga do kapłaństwa. Góry mu w tym pomagają. – Tam wysoko często myśli się o tym, co jest najważniejsze w życiu. Szczególnie trekking to czas dla mnie i dla Boga. A wspinaczka to pasja, która jednoczy ludzi i buduje relacje braterstwa – wyjaśnia kleryk. – Może brzmi to trochę górnolotnie, ale rzeczywiście tak jest – zapewnia. Góry uczą jeszcze czegoś. Patrzeć inaczej na człowieka. – Im wyżej, tym ludzie są bardziej wyczuleni na siebie – zauważa Karol. Pewnego razu Grzesiek i Karol wybrali się na Rysy. Najpierw w schronisku nad Morskim Okiem rozładowali swoje zapakowane po brzegi plecaki i ruszyli na podbój. – Doszliśmy na górę. Gregor otwiera plecak i mówi, że nie wziął jedzenia. A człowiek zmęczony i głodny. Jak ludzie usłyszeli, że nic nie mamy, zaraz przyszli i dali nam kanapki i herbatę – dodaje. Górskie wyprawy to wiele ciekawych spotkań, ale także dawanie świadectwa wiary nie tylko poprzez słowo, ale przez sposób bycia. – Ważne są proste gesty na szlaku czy w schronisku, jak znak krzyża przed posiłkiem, odmawiany brewiarzy, czytane Pismo św. czy zgięte kolana do wieczornej modlitwy. Ludzie to widzą i czasem pytają o to w rozmowach – wyjaśnia kleryk. – Na kursie wspinaczki montowałem kilkanaście metrów nad ziemią stanowisko, a obok mnie wisiał instruktor. Pyta się mnie: „A co ty Karol robisz w życiu?” Odpowiedziałem mu, że przygotowuję się kapłaństwa, a on wielkie oczy: „Co…? Będziesz księdzem? O k…!” – śmieje się Karol. – Reakcje są bardzo różne. Poznajemy się na górskich szlakach, a potem ludzie kontaktują się przez nasza stronę i pytają, czy jak skończę seminarium to mogę pobłogosławić ich ślub – kontynuuje.




Święcenia Diakonatu - Karol Dyda
 

Górskie marzenia
Pasjonaci mierzą w najwyższe cele. – Tatry schodzone, to teraz Alpy i oczywiście jeden z tamtejszych szczytów: Matterhorn – mówi Grzegorz. – Naszą pasją są góry. Nie jesteśmy „macho”, którzy wspinają się dla adrenaliny oraz szpanu i którym zależy tylko na ośmiotysięcznikach. Nawet jeśli wejdziemy na Matterhorn najłatwiejszą droga, będziemy pisać swoją własną historię – dodaje. Nie tylko na górskich zdobyczach koncentrują marzenia Grzegorza, Romana, Arkadiusza i Karola. Myślą także o odkrywaniu z młodymi gór i Boga. – Na dotarcie do młodych trzeba mieć pomysł. My chcemy wykorzystać naszą pasję, aby wspólnie się pospinać, ale także pomodlić. To szansa, żeby z Dobrą Nowiną dotrzeć do człowieka, połączyć pasje i ewangelizację. Dlatego zdobywamy instruktorskie kwalifikacje – mówią sulechowscy górale. Jest jeszcze jeden ważny dla nich szczyt. – Być autentycznym świadkiem Chrystusa. Mogę spokojnie powiedzieć, że to marzenie nas wszystkich – mówi Grzesiek. – Ks. Roman Rogowski, teolog i autor książki „Mistyka gór” pisał, że ludzie na nizinach porobili swoje kretowiska i walczą o jakieś zaszczyty, które w ostatecznym rozrachunku są nieistotne. Tak naprawdę istotna jest świętość. Idąc w góry opuszcza się te kretowiska i idzie się na niezwykłe rekolekcje – dodaje.

Gość Niedzielny nr 18
9 maja 2010


 

Komentarze (6)Add Comment
0
...
Napisane przez emilia, maj 07, 2010
Pan Bóg wiedział, dlaczego stworzył góry smilies/cheesy.gif
0
...
Napisane przez marzena, maj 08, 2010
Podziwiam ludzi z pasją! Oby Wam nie minęła po 40-tce smilies/wink.gif
0
...
Napisane przez Kasia B., czerwiec 24, 2010
To PRAWDA. Najważniejsza jest świętość...cała reszta to Pikuś...mały pikuś ;-). BRAWO chłopaki !!!!
0
...
Napisane przez Michał, czerwiec 24, 2010
Strsznie mi sie niektóre stwierdzenia podobają "Tam wysoko często myśli się o tym, co jest najważniejsze w życiu. Szczególnie trekking to czas dla mnie i dla Boga. Górskie wyprawy to wiele ciekawych spotkań, ale także dawanie świadectwa wiary nie tylko poprzez słowo, ale przez sposób bycia. – Ważne są proste gesty na szlaku czy w schronisku, jak znak krzyża przed posiłkiem, odmawiany brewiarzy, czytane Pismo św. czy zgięte kolana do wieczornej modlitwy. Ludzie to widzą i czasem pytają o to w rozmowach. Być autentycznym świadkiem Chrystusa. ludzie na nizinach porobili swoje kretowiska i walczą o jakieś zaszczyty, które w ostatecznym rozrachunku są nieistotne". BARDZO PIĘKNE i głębokie. Marzenia warte prawdziwego, dumnego z Chrystusa...chrześcijanina.
0
...
Napisane przez Piotrek Baryła, czerwiec 26, 2010
Bardzo sie cieszę ze mogłem dowiedzieć sie czegoś o kumplach Grzesztofa i powodzenia zyczę Wam wszystkim Panowie - happy days!
0
...
Napisane przez ......, sierpień 05, 2010
gupie jest to 1 zdjęcie

smilies/tongue.gif

Napisz Komentarz
smaller | bigger

busy
 
 
| góry | Teatr Cigacice | Karate Kontra |